Znacie ten wzór. Klikasz link, spodziewając się zobaczyć treść, i nagle na ekranie pojawia się coś natrętnego. To jest reklama pływająca. Unosi się nad stroną główną przez pięć do trzydziestu sekund, blokując widok i często przejmując kontrolę nad kursorem myszy. To jest agresywne. To denerwujące. I tak tu zostanie.

Ta konkretna strona jest skonfigurowana tak, aby zademonstrować to zachowanie. Jeśli Twoja przeglądarka obsługuje tę technologię, prawdopodobnie właśnie zobaczyłeś reklamę unoszącą się na ekranie przez pięć sekund, zanim osiadła w prawym górnym rogu. Jeśli chcesz zobaczyć, jak denerwujące może to być, odwiedź UnitedVirtualities.com lub EyeBlaster.com. Specjalizują się w tego typu natrętnych kampaniach reklamowych.

Dlaczego reklamodawcy uwielbiają pływające reklamy

Powód, dla którego widzisz je częściej, wynika z prostej ekonomii. Oni pracują.

Pływające reklamy przyciągają uwagę z siłą. Są animowane. Wielu z nich towarzyszy dźwięk. Przerywają oglądanie, podobnie jak reklamy telewizyjne, zmuszając Cię do patrzenia na nie. Ponieważ mogą zajmować cały ekran, oferują reklamodawcom siłę budowania marki, której nie mogą dorównać statyczne banery ani paski boczne. Nie da się ich zignorować.

Liczby to potwierdzają. Reklamy pływające mają średni współczynnik klikalności (CTR) na poziomie około 3%. Oznacza to, że na każde 1000 wyświetleń reklamy (wyświetleń) faktycznie klika ją 30 osób. Porównaj to ze standardowymi reklamami displayowymi, które często mają współczynnik klikalności mniejszy niż jeden procent.

Ponieważ reklamodawcy są skłonni płacić wyższą cenę, wydawcy są skłonni tolerować reakcję. Cena? Od 3 do 30 dolarów za 1000 wyświetleń w zależności od kampanii i marki. To ogromny zysk dla źródła irytacji.

Wysokie współczynniki klikalności i doskonały wpływ na markę oznaczają, że reklamodawcy płacą znacznie więcej za reklamy pływające niż za pasywne banery displayowe.

Czynnik podrażnienia

Jest tylko jedna zasadnicza wada: ludzie ich nienawidzą.

Niektórzy użytkownicy naprawdę się wściekają. Nie mówię o lekkim podrażnieniu. Mówimy o groźbach śmierci i wielostronicowych listach skargowych. Ta intensywna reakcja jest jedyną rzeczą, która powstrzymuje wyświetlanie pływających reklam w każdej witrynie. Wydawcy są ostrożni. Nie chcą całkowicie wyobcować swoich odbiorców.

To podkreśla dziwną zmianę psychologiczną w reklamie cyfrowej. Kiedy po raz pierwszy pojawiły się wyskakujące reklamy, wszyscy nimi pogardzali. Witryny rzadko z nich korzystały. Z biegiem czasu ludzie przyzwyczaili się do wyskakujących okienek. Reklamacje ustały. Teraz wyskakujące okienka są wszędzie.

Telewizja oferuje lepszą analogię. Wyobraź sobie, że dzisiejsze programy telewizyjne byłyby całkowicie wolne od reklam. Potem nagle jedna z sieci zacznie emitować ośmiominutowe reklamy w środku każdego odcinka. Ludzie wyszliby na ulice. To byłoby nie do zniesienia. Ale jesteśmy przyzwyczajeni do reklam telewizyjnych. Tolerujemy to. Reklamy podczas Super Bowl są prawdopodobnie bardziej zabawne niż sam mecz.

Adaptacja jest nieunikniona

Ludzie są obecnie w fazie „buntu” przeciwko pływającym reklamom. Są nowe. Są szokujące. Wydają się stanowić inwazję na prywatność i użyteczność.

Jednak podobnie jak w przypadku wyskakujących okienek i reklam telewizyjnych, efekt nowości z czasem zanika. Użytkownicy dostosowują się. Podrażnienie stanie się hałasem w tle. Kiedy tak się stanie, bodźce gospodarcze sprawią, że reklamy te pojawią się w jeszcze większej liczbie zakątków Internetu.

Pytanie nie brzmi, czy staną się one powszechne. Pytanie brzmi, jaką część ekranu w końcu przejmą, zanim przestaniesz je zauważać.