Wcześniej ufano każdemu.
A potem przyszły algorytmy.

Uniwersytet Princeton odwraca politykę starszą niż Internet i większość współczesnych rządów. Od 1 lipca egzaminy będą oglądane oczami. Ludzie, nie kamery. Nauczyciele będą siedzieć w klasach z uczniami, którzy albo szczerze szanują kodeks honorowy, albo tylko udają, że to robią.

Po raz pierwszy od lat osiemdziesiątych XIX wieku egzaminy na terenie kampusu będą odbywały się pod nadzorem.
To radykalny zwrot kulturowy.
Powodem była niesamowita łatwość oszukiwania przy użyciu sztucznej inteligencji.

Wydział tego chciał.
Studenci, co zaskakujące, także.
Dlaczego? Ponieważ stary system, oparty na anonimowej kontroli wzajemnej, rozpada się pod naporem generatywnej sztucznej inteligencji. Smartfony ukrywają teraz wszystko. Uczeń może zadać botowi pytanie, spojrzeć na ekran i napisać słowo, które wymyśli. Prawie niemożliwe jest odkrycie tego, jeśli nikt nie patrzy ci przez ramię.
Kto chce być tym, który donosi na innych? Na portalach społecznościowych grożą represjami. Doxxing. Zastraszanie. To sprawia, że ​​uczciwość jest ryzykowna.

„Jeśli na widowni są sami studenci, którzy nie chcą zgłaszać naruszeń, to po prostu nie ma kontroli nad nieuczciwością”.

Michael Gordin, dziekan uczelni

Liczby nie kłamią. Badanie przeprowadzone w 2025 r. wykazało, że 30% uczniów przyznało się do ściągania.
Trzydzieści procent.
Jednak tylko nieliczni stawili się przed Komisją ds. Etyki.
Cisza jest ogłuszająca.

W kwietniu administracja Princeton jednogłośnie głosowała za przywróceniem egzaminatorów. Jest to powrót do praktyki zniesionej w 1893 r. specjalnie w celu wspierania kultury zaufania.
Teraz to zaufanie potrzebuje ochroniarza.
Studenci nadal mają obowiązek podpisywania oświadczeń o zgodności.
Ale teraz ktoś będzie obserwował, jak oni to robią.

Ogólny trend w szkolnictwie wyższym

Princeton nie jest w swoich poszukiwaniach osamotniony.
Każdy szuka wyjścia.

W 2024 r. Uniwersytet w Dumie zrezygnował z oceniania prac przy przyjęciu na studia w systemie punktowym. Logika była zimna, ale praktyczna. Nie można już ufać słowom. Jeśli pasja jest pisana przez sztuczną inteligencję, czy nadal jest pasją? Christoph Guttenlag, dziekan ds. studiów licencjackich, powiedział, że nie mogą już uważać tego eseju za odzwierciedlenie prawdziwego kandydata. Oczywiście oceny i aktywności nadal się liczą.
Ale dusza eseju? ZNIKNĄŁ. Przynajmniej tego nie można zweryfikować.

To szerszy problem.
Naukowcy z Foundry10 zauważają, że studentów paraliżuje niepewność. Nie wiedzą, gdzie jest granica. Czy sztuczną inteligencję można wykorzystać do burzy mózgów? Tak. Aby poprawić gramatykę? Z pewnością. Sam napisać argument?
Plagiat.
Linia ta się zaciera, dlatego instytucje oświatowe odsuwają się na bok i stawiają płoty wokół pastwiska.

Jennifer Rubin, starsza badaczka, zauważa, że ​​zwiększony nadzór jest standardową reakcją na błędy regulacyjne.
Egzaminatorzy natychmiast łagodzą presję. Blokują łatwe ścieżki.
Ale sztuczna inteligencja jest wszędzie. Żyje w naszych kieszeniach. On czeka.
Mężczyzna na widowni kupuje czas. Daje jasność.
Czy to rozwiązuje problem?

Najprawdopodobniej nie.
To po prostu utrudnia grę.
Technologia wciąż rozwija się szybciej niż zasady.

Czy uczniowie będą w stanie się przystosować?
Bardziej prawdopodobne.
Czy szkoły dodadzą kolejny poziom ochrony?
Nieuchronnie.

Eksperyment z zaufaniem został wstrzymany.
Na razie na widowni są oczy.