Elon Musk zapłacił Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) 1,5 miliona dolarów. To cała cena. To nawet nie jest błąd zaokrągleń, ale kropla w morzu potrzeb. W środę sędzia zatwierdziła porozumienie, choć wydawała się niechętna. Sędzia Sparkle Suknan, która wydała orzeczenie w Sądzie Okręgowym w Kolumbii, użyła wyrażenia „istotne wątpliwości”. W praktyce prawniczej oznacza to: „wszystko wygląda źle, ale muszę się z tym pogodzić”.
Według organów regulacyjnych kara wynosi dokładnie jeden procent ze 150 milionów dolarów** zaoszczędzonych przez Muska. Zatrzymuje te pieniądze dla siebie. Nie idą do ofiar. Nie są one zwracane akcjonariuszom. Pozostają w jego kieszeni. Co więcej, technicznie rzecz biorąc, pieniądze nie zostaną pobrane z konta osobistego Muska. Płatności dokonuje trust założony w jego imieniu. Suknan zauważył, że taki plan wydaje się mieć jeden cel: pozwolić Muskowi twierdzić, że nie ponosi osobistej odpowiedzialności.
To trudne. I podejrzane.
„[Sąd] nie może zastąpić SEC… Kierując się tą zasadą… Sąd jest zmuszony zaakceptować Porozumienie.”
Suknan czuje się skuty. Nie może kwestionować dyskrecji regulatora, nawet jeśli instynktownie widzi wiele sygnałów ostrzegawczych. Bezpośrednio zapytała, czy Musk jest traktowany jako VIP. Zastanawiała się głośno, czy SEC zaoferowałaby taki poziom opieki jakiemukolwiek innemu podmiotowi naruszającemu prawo dotyczące papierów wartościowych. A może była to jednorazowa, specjalna propozycja opracowana bez prawdziwej walki prawników w sądzie?
Zobaczmy, co właściwie zrobił.
Chronologia wydarzeń
W 2022 roku Musk kupił akcje Twittera. Duży problem? Nie, próbował wykupić całą firmę. Ale ma obowiązki prawne. Ustawa o papierach wartościowych z 1934 r. wymaga przejrzystości. Jeśli przekroczysz próg 5% własności, musisz zgłosić to do SEC w ciągu dziesięciu dni. Prosta arytmetyka.
Musk spędził nad tym 21 dni. Opóźnienie wyniosło 11 dni. W tym okresie ciszy nadal kupował akcje. Kolejne 500 milionów dolarów trafiło do jego stosu akcji na Twitterze. Zwiększył swój udział do 9,2%.
Rynek zareagował. Gdy tylko wiadomość stała się publiczna, akcje Twittera gwałtownie wzrosły. Wartość udziałów Muska wzrosła o 2,89 miliarda dolarów. Ponieważ nie zgłosił się w terminie, nabył dodatkowe akcje z dyskontem. SEC oszacowała jego oszczędności wynikające z samego opóźnienia na co najmniej 150 milionów dolarów. Inni inwestorzy sprzedawali po omacku. Nie zdążyli złapać skoku cenowego. Wystąpiły znaczne straty gospodarcze. Musk dostał tani udział we własności.
Inny ton
Pierwotny pozew dotyczył wypłaty zysków. Wymagana była rozsądna kara. Agencja złożyła pozew pod rządami Bidena. Ale teraz, za czasów Trumpa, ton się zmienił. Porozumienie pojednawcze całkowicie wyeliminowało wymóg zwrotu środków. Brak zadośćuczynienia dla rzekomych ofiar. 1,5 miliona dolarów trafia bezpośrednio do kasy rządowej. A nie tym, którzy ponieśli straty.
Suknan pozostawił resztę nam.
„To, czy władza wykonawcza zrobiła wystarczająco dużo… to… nasi obywatele zadecydują w wyborach”.
Wygląda jak przysługa polityczna owinięta w prawniczy papier. Relacje Muska z prezydentem są… skomplikowane. Albo sojusznicy, albo wrogowie. Kolejka górska. Czy ta przyjaźń pomogła nam nasmarować przekładnie? Czy osobisty flirt z władzą doprowadził do lekkiego klapsa w rękę, który brzmi jak zaproszenie do ponownej próby?
Sędzia podpisał decyzję. Pieniądze zostały wypłacone. Zysk pozostaje po stronie Muska.


























