Google jest właścicielem wyszukiwarki internetowej. To nie jest kwestia opinii; to kwestia czystego udziału w rynku. Polega na nim ponad 92% użytkowników. Domyślnie używa go każdy, od sześciolatka w szkole podstawowej po osobę starszą. Nie ma z nim konkurencji. Bing, Yahoo! i Baidu pozostają znacznie w tyle. Ich udział w rynku waha się od 1,48% do 2,66%. To nie jest konkurs. To miażdżące zwycięstwo.

Ale liczby nie mówią całej historii. Technologie leżące u podstaw wyników wyszukiwania znacznie się różnią. Zasady ochrony danych osobowych różnią się znacznie. Dla wielu użytkowników ta różnica jest wystarczająca, aby rozważyć przejście na inną usługę. Pozostaje pytanie: czy te alternatywy naprawdę mogą zastąpić giganta?

Monopol Baidu w Chinach

Baidu powstało w Chinach w 2000 roku. Jest jednym z czterech najlepszych na świecie, ale jego użyteczność jest ograniczona geograficznie i językowo. Interfejs jest w całości w języku chińskim. Jeśli nie umiesz czytać ani pisać po chińsku, nie będziesz w stanie efektywnie się nim posługiwać. Ogranicza to potencjalną bazę użytkowników do rodzimych użytkowników języka.

Jak więc znalazła się w pierwszej czwórce? Prosta demografia. Chiny mają największą populację na świecie. W Chinach królem jest Baidu. Posiada tam ponad 70% udziału w rynku. Google jest odległym drugim miejscem w tym regionie, zdobywając zaledwie około dwóch procent. Globalne liczby są zawyżone przez tę ogromną dominację krajową. Dla każdego spoza Chin Baidu jest nieistotne. To nie jest alternatywna wyszukiwarka dla sieci globalnej. To jest usługa lokalna.

Bing: próba Microsoftu odzyskania znaczenia

Baidu wystartował w 2009 roku. Microsoft chciał, żeby zabił Google. Ten cel nie powiódł się. Hasło „Bing & Decision” sugerowało narzędzie decyzyjne, a nie tylko listę linków. Nie jest jasne, czy Microsoft nadal wierzy w to motto. Wyniki mówią głośniej niż marketing.

Bing jest mocny w jednym konkretnym obszarze: wyszukiwaniu wizualnym. Obrazy i filmy. Jeśli szukasz konkretnego zdjęcia lub klipu wideo, Bing często zapewnia przejrzystszą i bardziej przejrzystą obsługę niż Google. Działa jako pomoc w podjęciu decyzji. Filtruje hałas. Tworzy to wyraźną granicę między Bingiem a Google. Bing nie stara się być wszystkim dla wszystkich. Stara się być najlepszy w znajdowaniu treści wizualnych i odpowiednich rozwiązań. W przypadku zapytań ogólnych jest to wystarczające. W przypadku zadań wizualnych jest to uzasadniona alternatywa Google do wyszukiwania obrazów i filmów.

Yahoo! i Bing: partnerstwo strategiczne

Yahoo! zaczęło się od katalogu internetowego. Był to katalog linków. W 2009 roku krajobraz się zmienił. Wieśniak! zaczął korzystać z wyników wyszukiwania Bing. To nie była fuzja technologiczna. Była to umowa na korzystanie ze wspólnej infrastruktury. Logika biznesowa była prosta. Obie firmy chciały zmniejszyć władzę Google. Potrzebowali skali. Google to miał. Wieśniak! i Bing połączyły swoje zasoby, aby rzucić wyzwanie monopolowi.

Eksperci często uważają Yahoo! jako rentowną wyszukiwarkę, szczególnie w sektorze finansowym. Wyniki są wyselekcjonowane i często godne zaufania. Oprócz wyszukiwania Yahoo! oferuje narzędzia zwiększające produktywność. Portal posiada wbudowany harmonogram. Możesz wysyłać e-maile. Możesz zarządzać swoim kalendarzem. To jest ekosystem. To nie jest tylko pasek wyszukiwania. To portal do codziennych zadań. Dla użytkowników, którzy chcą centrum poczty elektronicznej i finansów, Yahoo! pozostaje wyborem funkcjonalnym.

Czy powinienem zmienić wyszukiwarki?

Baidu, Bing i Yahoo! nie są jedynymi konkurentami. Ale tylko one mają znaczącą obecność na rynku. Powodem zmiany nie jest wielkość, ale niszowe znaczenie.

Indeks wyszukiwania jest różny. Każda wyszukiwarka inaczej indeksuje strony internetowe. Niektóre strony są indeksowane wyłącznie przez Google. Jeśli przejdziesz na inną usługę, możesz pominąć te strony. Wręcz przeciwnie, alternatywne wyszukiwarki mogą wyświetlać wyniki ukrywane przez Google. Yandex jest z tego znany. Metager tworzy własny indeks. Wyszukiwarki te nie korzystają z tych samych źródeł danych.

Eksperci radzą unikać czasownika „do Google”. Stało się synonimem słowa „szukać”. Ale to lenistwo. Zakłada się, że Google jest zawsze najlepszym źródłem. Rzeczywistość jest taka, że ​​najlepsze źródło zależy od zapytania.

W przypadku definicji lub wpisu słownikowego wyspecjalizowane portale, takie jak wissen.de, często dostarczają lepszych, bardziej zwięzłych odpowiedzi. Jeśli chodzi o wiadomości, przejście bezpośrednio do renomowanego portalu informacyjnego oszczędza czas. Google może wyświetlać Ci nieaktualne artykuły lub witryny o niskiej wiarygodności. Bezpośrednie łącze do Spiegel lub Reuters jest szybsze i dokładniejsze. Zmiana wyszukiwarki polega na wyborze narzędzia do zadania.

Inne godne uwagi alternatywy w ekosystemie

Krajobraz jest szerszy niż tylko Wielka Trójka. Kilka wyszukiwarek obsługuje określone regiony lub funkcje.

Ask.com istnieje, aby bezpośrednio odpowiadać na pytania. Został zaprojektowany w formacie pytanie-odpowiedź. Lycos to stara wyszukiwarka. Istniało przed Google. Zawiera teraz dodatkowe funkcje przyciągające użytkowników.

Wyszukiwarki regionalne są mocne. Naver to koreańska odpowiedź na Baidu. Search.ch jest dominującą wyszukiwarką w Szwajcarii. Yandex ma siedzibę w Rosji i intensywnie obsługuje ten rynek.

Pojawiają się wyszukiwarki ukierunkowane na prywatność i młodzież. Qwant to nowy gracz. Wygląda jak Google. Został zaprogramowany we Francji. Jest zgodny z europejskimi przepisami o ochronie danych. Przyciąga to użytkowników dbających o prywatność. Helles-Köpfchen.de jest stworzona z myślą o dzieciach i młodzieży. Treść jest wyselekcjonowana i bezpieczna. Wspiera go niemieckie Federalne Ministerstwo Rodziny. Pojawia się na oficjalnych listach promowanych projektów.

Żadna z tych wyszukiwarek nie wyparła Google. Efekty sieciowe są zbyt silne. Ale uzupełniają luki. Oferują specjalistyczne wyniki. Szanują różne standardy prywatności. Obsługują określone regiony.

Rynek jest nasycony opcjami. Jednak większość ludzi nie patrzy poza pierwszy wynik. Nie sprawdzają indeksu. Nie myślą o źródle. Google wygrywa, bo jest znane. On jest wszędzie. Istnieją alternatywy. Po prostu trudniej je znaleźć.

A przynajmniej tak się wydaje.