Spóźniłeś się. 45 minut przed odlotem. Lecisz na parking lotniska i modlisz się o cud. Cyfrowe znaki nad wejściem kłamią lub przynajmniej wprowadzają w błąd. Mówią, że na dachu jest dostępnych siedem miejsc. Dodajesz gazu. Przekroczenie limitu 5 mil na godzinę. Z łomotem serca wjeżdżasz na rampy, ale w końcu trafiasz na motocykle, strefy tylko dla małych samochodów i wściekłych kierowców, którzy trąbią na Ciebie w odpowiedzi na Twoją pustą „przestrzeń”.

Witamy w piekle parkingowym.

To irytujące błędne koło. Ufasz systemowi. System każe iść. Jesteś w drodze. Przychodzić. Nic tam nie ma.

Coraz więcej parkingów instaluje automatyczne systemy liczenia samochodów. Wydaje się, że technologia rozwiązuje ten problem. Ale nie zawsze. W rzeczywistości na najbardziej ruchliwych parkingach systemy te często zawodzą tych, którzy ich najbardziej potrzebują. Wabią Cię swoją dostępnością, prowadzą w ślepy zaułek i zmuszają do haniebnego odwrotu.

Dlaczego tak się dzieje? Jak właściwie działają te liczniki? A dlaczego kłamią?

Rozmawialiśmy z Dalem Fowlerem. Jest dyrektorem Index USA. Jego firma instaluje zaawansowane systemy nawigacji na parkingach. Lotniska, szpitale, centra handlowe, kasyna. Tworzą „mózgi” dla zielonych świateł.

Podstawowym produktem firmy Index jest system czujników bazujący na lokalizacji. Ona jest kochana. Dokładny. I rzadkie.

Jak faktycznie działają czujniki poszczególnych miejsc parkingowych

Większość parkingów wykorzystuje pętle indukcyjne lub kamery przy wjeździe. Liczą, ile samochodów wjeżdża i wyjeżdża. To prosta matematyka. Przyloty minus odloty równają się pustym miejscom.

Ta metoda szybko zawodzi.

A co jeśli samochód utknie na podjeździe? System nadal uważa, że ​​miejsce jest zajęte. Co się stanie, jeśli motocykl zostanie zaparkowany na miejscu o standardowej wielkości? Kamera widzi pustą przestrzeń wielkości samochodu. System oznacza miejsce jako wolne. Ale to nie jest darmowe.

Index rozwiązuje ten problem, zapewniając szczegółowość. Montują czujnik nad każdym indywidualnym miejscem parkingowym. Nie tylko nad podjazdem. A nad nim specyficzny prostokąt z asfaltu.

„Naszym głównym produktem jest system jednopunktowy, który instaluje czujnik nad każdym miejscem parkingowym.”

Czujnik wykrywa obecność pojazdu. Jeśli miejsce jest wolne, zapala się zielona dioda LED. Jasny. Widoczny. Dwuznaczny.

Jeśli siedzenie jest zajęte, lampka pozostaje wyłączona lub zmienia kolor na czerwony.

Eliminuje to domysły. Nie musisz szukać. Podążasz za zielonymi światłami.

Ale jest pewien haczyk. Cena.

Dlaczego większość lotnisk nie korzysta z systemów zielonego światła

System Index kosztuje od 300 do 500 dolarów za miejsce parkingowe. Dzieje się tak przed uwzględnieniem kosztów pracy.

Wykonaj matematykę.

Mały parking na 500 miejsc będzie kosztować 150 000–250 000 dolarów za sam sprzęt. A co z tak ogromnym obiektem jak Dubai Mall? Jest tam 15 000 miejsc. To od 4,5 do 7,5 miliona dolarów na czujniki.

Większość miast i władz lotnisk nie dysponuje takim budżetem. Lub nie widzą zwrotu z inwestycji.

Dlatego pozostają przy tanich licznikach. Te, które zawodzą, gdy są najbardziej potrzebne.

Gdzie widzisz drogi sprzęt?

Index zainstalował swoje systemy w znanych lokalizacjach. Wzgórza Beverly. Uniwersytet Stanowy Kolorado. Lotnisko Johna Wayne’a. Międzynarodowy port lotniczy Dallas/Fort Worth.

To miejsca, gdzie czas to pieniądz. Lub gdy nieruchomości są zbyt drogie, aby je marnować na poszukiwania okrężne.

Ale nawet tam technologia nie jest magią. To jest inżynieria. I jak każda inżynieria wymaga konserwacji. Czujnik może pęknąć. Obiektyw może się zabrudzić. Drut może zostać przecięty.

Kiedy jeden czujnik ulegnie awarii, cała karta leży.

Ufasz danym.

Dlaczego Twój parking okłamuje Cię w sprawie wolnych miejsc?

Starsze parkingi wykorzystują pętle indukcyjne. Są to zwoje drutu zatopione w asfalcie. Istnieją już od 50 lat. Działają jak wykrywacz metalu na plaży. Przejeżdża nad nimi samochód. Metal zakłóca pole elektryczne. Pętla wydaje sygnał dźwiękowy pip. Jeden samochód. A może dwa. Albo żaden. Są podatni na błędy.

Nowoczesne systemy wykorzystują czujniki ultradźwiękowe. Po jednym na każde miejsce. Według Fowlera są one dokładne w 99,9%. Kiedy więc na tablicy wyników widnieje „7 miejsc”, oznacza to, że w rzeczywistości jest ich siedem. Pętle indukcyjne? Nie jestem pewien. Nie radzą sobie dobrze w sytuacjach, gdy samochody jadą zbyt blisko siebie. Samochodów się gromadzi. Dla czujnika trzy samochody wyglądają jak jeden.

Matematyka jest tu trudna. Jeden czujnik ma 99% dokładności. Nieźle. Ale samochód aktywuje od 8 do 10 czujników podczas jazdy przez parking. Pomnóż te małe poziomy błędów. Ogólna dokładność spada do 90%. Na ruchliwym parkingu oznacza to wiele błędnych danych. Przyjeżdżasz. Tablica pokazuje „pełny”. czekasz. Wychodzisz. A miejsce było bezpłatne. Lub tablica pokazuje „wolne”. Wprowadzasz się. I jest tam pełno.

Z ulicy nie da się określić, jaka technologia została zastosowana. Czy są to pojedyncze czujniki Index? Systemy podczerwieni RedStorm firmy Signal-Tech? A może po prostu stare pętle z drutu? Trudno powiedzieć. Dlatego też ufaj zarządowi „wolnych miejsc” z dużą dozą sceptycyzmu. Jedź wcześnie na lotnisko. Poważnie.

Gdzie jest największy parking na świecie?

Rekord należy do West Edmonton Mall. Alberta, Kanada. Główny parking ma 20 000 miejsc. To dużo asfaltu. Dodatkowy parking zapewnia kolejne 10 000 miejsc. Tylko 30 000 samochodów. Księga Rekordów Guinnessa potwierdziła ten fakt.

Większość z nas tam nie parkuje. Parkujemy na starych systemach z pętlami indukcyjnymi. Niedokładny. Takie, w których trzy samochody zamieniają się w jeden. Następnym razem, gdy zauważysz rozbieżność w danych, zrzuć winę na fizykę. I wiek parkingu.